Dęby szumią o dziwnych inspektorach pracy przy Krasnoarmiejcach

Wracamy do wydarzeń związanych z demontażem pomnika żołnierzy radzieckich w Dąbrowie Górniczej – Łośniu w dniu 28 czerwca 2018 roku.

Kilka godzin po rozpoczęciu prac rozbiórkowych, podjechał samochód, z którego wyszło dwóch Panów podających się za inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy i zaczęli spisywać dane pracujących osób. Dopiero na żądanie okazali legitymacje służbowe, natomiast podczas całej interwencji nie pokazali upoważnienia do przeprowadzenia inspekcji.

Obecni zastanawiali się, co tu robią pracownicy PIP i na jakiej podstawie podjęli oni interwencję, skoro demontaż odbywał się na terenie prywatnym (dokładniej – kościelnym), demontowany był prywatny (bo stanowiący od kwietnia bieżącego roku własność Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach) pomnik i nie zachodziła konieczność uzyskania jakichkolwiek zgód na podjęte prace?

Ta ostatnia okoliczność była zresztą podkreślana przez Naczelnika Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w piśmie, którym – w imieniu Prezydenta Miasta Dąbrowa Górnicza Zbigniewa Podrazę – w lutym 2018 roku zobowiązywała proboszcza miejscowej parafii do demontażu pomnika. Dlaczego pomnik, postawiony bezprawnie na terenie parafialnym w 1984 roku przez ówczesne władze (których spadkobiercą prawnym jest Pan Prezydent), miał być zdemontowany przez proboszcza i na koszt parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Dąbrowie Górniczej-Łośniu – tego nikt do dzisiaj nie wyjaśnił, bo pismo w tej sprawie – złożone 2 marca br. – do dnia dzisiejszego nie doczekało się odpowiedzi (a co na to kodeks postępowania administracyjnego, Panie Prezydencie?). Sprawa kosztów zresztą uderzy w Zbigniewa Podrazę i budżet Gminy rykoszetem – do 31 marca 2018 roku koszty demontażu pomników zwracane były przez Wojewodę Śląskiego, od 1 kwietnia br. natomiast takie symbole ustroju totalitarnego są usuwane na koszt właściciela. Proszę sobie policzyć, ile czerwonych gwiazd i pomników zostało jeszcze do usunięcia oraz koszty (średnio kilkanaście tysięcy złotych), które w związku z tym poniesie Miasto – tylko i wyłącznie wskutek decyzji Zbigniewa Podrazy! Może znajdzie się ktoś chętny, kto poinformuje o tym Regionalną Izbę Obrachunkową – bo opłaty adiacenckie Pan Prezydent MUSI ściągać, a odzyskiwać pieniądze za ustawowo zobligowany demontaż czerwonych pomników już nie... Jak widać, kwestia priorytetów – choć może Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych będzie miał na ten temat inne zdanie…

Powracając do inspektorów PIP – oprócz upoważnienia do przeprowadzenia kontroli nie mieli oni również ubrań ochronnych, co z kolei na wstępie zarzucili pracującym fachowcom. Najdziwniejsze miało jednak dopiero nadejść – w pewnym momencie, starszy z kontrolerów źle się poczuł, jednak nie chciał, aby wezwano karetkę pogotowia (choć wizualnie bardzo jej potrzebował), a następnie razem z drugim inspektorem wsiadł do samochodu – i tyle ich widziano.

Wszyscy byli niepomiernie zdziwieni zachowaniem inspektorów, którzy wpadli i wypadli jak burza, nie posiadali upoważnienia ani stroju ochronnego, nie sporządzili też żadnego protokołu z tej wizyty! Obecni tam reporterzy TVDG.PL skierowali w dniu 3 lipca 2018 roku kilka pytań do okręgowego oddziału PIP w Katowicach informując, że chcą w niniejszym serwisie przedstawić stanowisko Inspekcji Pracy w tej sprawie – niestety, do chwili zakończenia zdjęć takowego nie otrzymaliśmy.

Będziemy informować Państwa o tej sprawie – jak również o jeszcze dziwniejszym zachowaniu służb porządkowych – straży miejskiej oraz policji w dniu 4 czerwca br. podczas pierwszej próby demontażu pomnika czerwonoarmiejcow w Łośniu. A są to co najmniej podobne sprawy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *