Okiem Jaszczura – ekologia AMP, czyli wiarygodność kuglarza (cz. I)

Grzegorz Jaszczura Światopogląd

W gazecie „Dąbrowa Górnicza – miasto wielkich szans” w grudniu 2021 roku ukazał się wywiad z Tomaszem Ślęzakiem, członkiem zarządu ArcelorMittal Poland S.A. Warto poświęcić mu chwilę uwagi, bo poruszał „ciekawe” kwestie.

Na początek sprawa wręcz „magicznych” 700 mln złotych na projekty zmniejszające oddziaływanie zakładów AMP na środowisko. Nie negując tego, że zostały one zrealizowane, to co najmniej dyskusyjna jest ich skuteczność. Srebrny pył z dużymi kawałkami metalu (o czym informują mieszkańcy zarówno Tworznia, jak i Strzemieszyc) jak był, tak i jest obecny codziennie na parapetach i (niestety) w efekcie w płucach mieszkańców Dąbrowy Górniczej. Rdzawy nalot też jest stałym elementem rzeczywistości, zmniejszenie (jak liczone?, w jakich jednostkach? oraz czy dalej jest szkodliwe? – tego nie możemy się z wywiadu dowiedzieć) oddziaływania stalowni i taśm spiekalniczych brzmi groteskowo. Inna sprawa (o czym mówi się wśród organizacji i ludzi związanych z d. Hutą Katowice) to fakt, że AMP nigdzie nie twierdzi, że te 700 milionów złotych to były ich pieniądze – analizując komunikaty choćby firmy można stwierdzić, że gros tych środków pochodzi prawdopodobnie z polskich funduszy ochrony środowiska oraz funduszy europejskich. Jakie jest źródło pochodzenia tych środków – nie wie nikt oprócz AMP, natomiast ich ilość jest ciągle od wielu już (6?) lat odmieniana na wszystkie sposoby, choć skuteczność ich zastosowania budzi spore zastrzeżenia. Przynajmniej moim zdaniem.

Jeszcze ciekawsza jest geneza owej „magicznej” góry pieniędzy. Skąd w ogóle pomysł, aby je wydać? Te 700 mln złotych to była forma quasi kary, którą ArcelorMittal Poland poniósł, aby… nie zamknąć zakładów d. Huty Katowice. Przypomnę, że wskutek filmu Telewizji Polskiej („Pył nas zabija” – https://vod.tvp.pl/video/reporter-polski,20042015,19467055) Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska Anna Wrześniak wszczął postępowanie administracyjne i w kwietniu 2015 roku wydał decyzję o zamknięciu stalowni na terenie d. Huty Katowice. Aby nie dopuścić do sytuacji, „że ponad 15 tysięcy mieszkańców województwa śląskiego i małopolskiego straciłoby pracę (…) byłaby to więc prawdziwa katastrofa gospodarcza, o trudnych do przewidzenia konsekwencjach społecznych.”, zarządzający ArcelorMittal Poland przygotowali plan proekologicznych inwestycji za 700 mln złotych, na podstawie których WIOŚ zgodził się zawiesić/odwołać swoją decyzję. Jak jednak zauważyłem wyżej, efektów nie widać, tylko w papierach wszystko się zapewne zgadza.

Wspomniana w wywiadzie „intensywna likwidacja” składowiska odpadów pohutniczych „Lipówka” miała być zakończona w 2017 roku, a przesunięta została do roku 2020. I choć już w 2018 roku przestano dotrzymywać harmonogramu zamykania składowiska, to dopiero w kwietniu 2020 roku, kilka miesięcy przed planowanym terminem zamknięcia, AMP złożyło pismo, że z uwagi na brak zbytu kruszyw (?) nie zdąży (!) zrobić tego w terminie. Po megaszybkiej procedurze Marszałek Województwa Śląskiego (PIS) nie dość, że nie ukarał ArcelorMittal Poland za „celowe” opóźnienie zamknięcia składowiska odpadów, to jeszcze przedłużył jego funkcjonowanie do roku 2026! Jeśli wydłużenie funkcjonowania szkodliwego dla środowiska i mieszkańców składowiska jest dla AMP powodem do dumy – to najlepiej świadczy o stanowisku tej firmy względem ekologii.

Hałas generowany w zakładach AMP w Dąbrowie Górniczej to z kolei sprawa, o której zarówno we wspomnianym wywiadzie, jak i w innych publikacjach, w których koncern chwali się swoimi osiągnięciami proekologicznymi – nie pojawia się wcale. A jest to kłopot tych wszystkich, którzy mają to nieszczęście mieszkać tuż „za płotem” d. Huty Katowice, zwłaszcza w porach odpoczynku (noce, weekendy i święta). W tej sprawie pisano już wnioski, skargi, przyjeżdżały kontrole WIOŚ (o których rozmieszczeniu i porze nasłuchu AMP doskonale wiedział – tak przynajmniej twierdzą mieszkańcy, w okolicach których umieszczane były urządzenia pomiarowe; huta momentalnie na ten czas cichła aż do momentu, w którym WIOŚ zwijał swój sprzęt). I co z tego wynikło? Podjedźcie sobie Szanowni Czytelnicy w wymienionych porach dnia pod hutę, to się dowiecie.

 

Koniec odcinka pierwszego.

 

Źródło: grzegorzjaszczura.pl