Strzemieszyce, czyli ekologia sterowana?

Światopogląd Zielona

Trudno krytykować społeczne inicjatywy, bo te świadczą o aktywności jakiejś grupy działającej teoretycznie dla dobra innych, zazwyczaj lokalnych społeczności. Jednak, gdy treści głoszone są w konflikcie (często jawnym) z czynami, to powinno się przynajmniej zwrócić uwagę zainteresowanym lub odbiorcom tych inicjatyw…

Dzisiaj pochylmy się chwilę nad działalnością Stowarzyszenia Samorządne Strzemieszyce, a konkretnie treścią rozpowszechnianego przezeń tzw. biuletynu, z numeru kwietniowego 2022 r. (zobacz) Warto się najpierw zastanowić, dlaczego 3/8 jego objętości stanowi materiał sponsorowany. To znaczy – gratulujemy Redakcji, że zdobyła takiego sponsora, jednak rodzą się w związku z tym wątpliwości.

Po pierwsze – ArcelorMittal Poland S.A. Oddział w Dąbrowie Górniczej jest to największy zakład w Strzemieszycach (i Dąbrowie Górniczej) i potencjalnie największy „truciciel”. Z treści i pytań wynika jednak, że jest to oaza ekologii, dbająca o najbliższe otoczenie i nie mająca nań żadnego wpływu. Jednak nijak się to ma do rzeczywistości, bo np. mieszkańcy Tworznia – gdyby ich zapytać – bardzo szybko wskazaliby sąsiadom ze Strzemieszyc, kto jest odpowiedzialny za poruszany w kilku miejscach biuletynu problem „niezidentyfikowanych pyłów (skądinąd „błyszczących” z dużymi kawałkami metalu), które stanowią realne zagrożenie dla naszego zdrowia”. Tworzeń bowiem ma JEDYNEGO sąsiada, który takie rzeczy może „wyprodukować” i niewątpliwie jest nim AMP. Jednak z lektury wywiadu z jednym z jego szefów wynika, że wpływ AMP na środowisko jest zgoła niewielki, a jego inwestycje bardzo proekologiczne. Nie wspomina się nic o hałasach w porach wieczorowo-nocnych, cyklicznych zapachach spalonego metalu wyczuwanych w okolicach weekendów, czyszczeniu filtrów kominowych (używana technologia powoduje częste ich zatykanie i wtedy można zapomnieć o ekologii), itd., itp. Wiele osób nie zwraca już na to uwagi – ale w końcu reguła „gotowanej żaby” (tj. stopniowego przyzwyczajania się do niekorzystnych warunków) znakomicie się w tym przypadku sprawdza.

Po drugie – i z materiałów biuletynu, i z analizy kilkuset interpelacji (gratulacje) redaktora i radnego Rady Miejskiej Dąbrowy Górniczej Jerzego Reszke wynika, że AMP jest JEDYNYM zakładem, który nie ma wpływu na warunki życia Mieszkańców Strzemieszyc. Zarówno w biuletynie jak i interpelacjach nie znajdziemy nic o zagrożeniach płynących z pracy d. Huty Katowice, natomiast pozostałe firmy są odsądzane (przypuszczalnie słusznie) „od czci i wiary”. Przypadek?

Po trzecie – analizując wywiad z członkiem Zarządu ArcelorMittal Poland, warto zauważyć kilka spraw. Warto przypomnieć, że promowany „zielony wodór” na przykład ma powstawać… w Rosji i być transportowany rurociągiem Nord Stream – i w Unii Europejskiej będzie ekologiczny, bo CO2 powstanie w tymże „sympatycznym” kraju na Wschodzie.

Słowa „oczekujemy”, „potrzebne będzie wsparcie” skierowane są do rządu – czyli wsparcia publicznego, z naszych podatków (tu ciekawostka – w Zarządzie ArcelorMitttal Poland istnieje funkcja pn. Asystent wykonawczy ds. Relacji z Rządem).

W związku z planowanym rozwojem nastąpią zwolnienia z pracy m.in. w Dąbrowie Górniczej. Czy ma na to wpływ także zakup wspieranej mocno przez rząd włoski huty w Ilva, zatrudniającej prawie 11 tys. osób (zobacz) – przedstawiciel AMP nie wspomniał.

Z kolei „ewakuacja odpadów z Lipówki” jest już przeciągana przez AMP od kilku lat i nie jest powiedziane, że kiedyś się zakończy (przy okazji nie wspomina się nic o tym, że firma nie zapłaciła Gminie co najmniej kilku milionów złotych za bezumowne korzystanie z działek na terenie tego składowiska; inna sprawa, że Gmina pozwoliła na to).

Natomiast konia z rzędem temu, kto wymieni konkretne działania ArcelorMittal Poland na rzecz społeczeństwa Dąbrowy Górniczej, które realnie miałyby poprawić jego zdrowie lub warunki życia. Sponsoring wybranych organizacji to tylko public relations, a nie czyny….

Wracając na koniec do samego biuletynu – ilość i uciążliwość POZOSTAŁYCH firm, wymienionych z nazwy może sugerować, że z nimi rozmawiać można tylko przez interwencyjne pisma do organów samorządowych i rządowych, a nie poprzez przedstawianie punktów widzenia np. w formie wywiadów. To dziwne.

W. Łubina